|
Ludmiła Marjańska
Świat z wierszy utkany©
Wiersze napisane w Młodowicach oraz przysyłane nam przez Patronkę.
Szkoła Podstawowa im. Ludmiły Marjańskiej w Młodowicach 2006
Opracowanie: Maria Ryzner-Feduniewicz Wiesław Feduniewicz
Ludmiła Marjańska (ur. 26.12.1923r. w Częstochowie - zm. 17.10.2005 w Warszawie) należała do wybitnych poetów i tłumaczy poezji anglojęzycznej. Debiutowała w 1958r. tomikiem „Chmurne okna”. Jej biografia jest typowa dla wojennego pokolenia. W czasie wojny uczęszczała na tajne komplety i jednocześnie działała w konspiracji w drużynach sanitarnych AK i jako łączniczka. Po wojnie wraz z mężem przeniosła się do Warszawy i podjęła pracę w dziale literackim Polskiego Radia. Zadebiutowała też jako tłumaczka tomem „Wierszy szkockich” T. Burnsa. Zaczęła również studia na anglistyce UW i po 3 latach otrzymała stypendium Uniwersytetu Washington w Seattle. Stamtąd przywiozła fascynację poezją Emily Dickinson, której wiersze będzie tłumaczyć w sposób wyjątkowy. Kolejno ukazywały się tomy wierszy, wśród których za arcydzieło uchodzi „Żywica” (2001r.). Ostatnie tomy „A w sercu pełnia”(2003r.) (wybór wierszy) i „Otwieram sen”(2004r.) potwierdziły ważne miejsce L. Marjańskiej w historii polskiej literatury. Była osobą skromną, bezpośrednią, umiejącą w każdym dostrzec coś wyjątkowego. Kochała życie, przyrodę, z której często czerpała motywy do swoich wierszy. Miała niezwykły dar łączenia ludzi. Kiedyś podczas spotkania w Sandomierzu, gdy fotografowała się z grupą przyjaciół, czytelników, miłośników jej twórczości, Jerzy Krzemiński, kustosz z Muzeum Literatury powiedział: „oto dzieła zebrane Ludmiły Marjańskiej”. Bo dla Niej najważniejsi byli ludzie.
Bez ludzi nie istnieję. Jestem pustym naczyniem, wyschłym korytem, którym piasek pustynny płynie.
Ich bliskość jest jak woda: jałową ziemię użyźni i dojrzeją w ogrodach owoce dla moich bliźnich.
Po nadaniu naszej szkole Jej imienia, 1 czerwca 1999r., mówiła: to mój Nobel. Nigdy nie liczyłam na taki zaszczyt, pomnik za życia. Każda wizyta w Młodowicach pozostawiała niezatarte wspomnienia. Zostawały też wiersze napisane dla nas i do nas. Szczególnie cenimy sobie wpisy do kroniki, często zabawne, ale też poważne i wzruszające: Jaka to musi być szkoła i jacy nauczyciele, gdy potrafi do siebie przywołać i dać ze siebie tak wiele. Wierszowane pocztówki przysyłane z różnych stron świata – z Turcji, Grecji, Kenii czy bliskiej Warszawy – na stałe weszły do kanonu omawianych tekstów, podobnie jak wiersze dla dzieci z tomiku „Dmuchawiec” czy powieść „Pimpinella i Tatarzy” (na motywach sandomierskiej legendy o Halinie Krępiance). Wiersze Ludmiły Marjańskiej są źródłem, z którego można czerpać mądrość życiową, odpowiedzi na trudne pytania: jak żyć, jak godzić się z tym, co nieuchronne, przemijanie i starość, jak odnaleźć radość w spotkaniu z Bogiem i ludźmi.
*** Trzeba się z sobą przywitać i trzeba siebie polubić Twarz woalką czasu zakryta blask oczu w nocach się zgubił Nie ma już tamtej kobiety nie można jej odmłodzić Trzeba się z sobą przywitać trzeba się z sobą pogodzić
W księdze kondolencyjnej Dawid z klasy IV napisał:
Bardzo mi żal, że Ludmiła Marjańska umarła. Chciałbym jej zadać tak wiele pytań. Teraz moje pytania zostały bez odpowiedzi.
Myślę, że te odpowiedzi są zawarte w pięknych i mądrych wierszach Ludmiły Marjańskiej. I właśnie z myślą o młodych czytelnikach przygotowaliśmy niniejszy tomik. Jak makatka czy kobierzec tkany był przez wiele lat z wierszy drukowanych, jak i ulotnych, przysyłanych na kartkach, wpisywanych do kroniki czy pamiętników. Każdy z nich ma swoją historię. Niech te strofy staną się drogą do poznawania świata.
Maria Ryzner- Feduniewicz
Urodziny Lucyny Pól zielonych jasna przestrzeń, świerki chylą się na wietrze, cisza ściele się dokoła, tylko wilga o deszcz woła. Ale wróble krzyk podnoszą: - Teraz, kiedy trawy koszą, niepotrzebny deszcz i wilgoć! - I umilknąć każą wilgom. Milkną wilgi, a na gruszy dumny wróbel piórka suszy. Rozjaśniają dzień lipcowy ptasie śpiewy i rozmowy.
Naraz sroka przypomina o Lucynki Urodzinach: - Goście jadą do Młodowic! Czy już wszyscy są gotowi? - Wkłada czarno białą suknię i po chwili jak nie huknie: - Zaśpiewajmy wszyscy chórem! - Woła kosa, gila kurę. Kogut czesze się grzebieniem i zaczyna piać swe pienie: - Kukuryku! Ku radości Mamy, Taty, Asi, gości, rośnij nam zdrowo Lucynko! Dziesięć lat to nie tak wiele, za lat dziesięć na wesele zaproś nas wszystkich Lucyno! - Kura zaś z markotną miną gniewnie gdera, smutno gdacze: - Ja wesela nie zobaczę! Nie uniknę swego losu, Pewnie zrobią ze mnie rosół! Przestań śpiewać, mój kogutku.- - Dość już tego smutku!- woła sroka zagniewana. - Niech pan pieje, proszę pana! - - Żyj Lucynko długie lata a gdy zwiedzisz kawał świata, wracaj znowu do Młodowic. W twoje ręce! Bądźcie zdrowi! Młodowice, 11 lipca 1994r.
Lato na wsi Marii i Wiesławowi Feduniewiczom Susza. Spękana ziemia. Nawet kret chowa się głębiej w korytarze chłodu. Wody brakuje w studniach. Strumień wysechł i mostek śmiesznie zawisł w próżni. Upał wysysa sok z czarnych porzeczek, maliny jak suszone korale na krzaku. Bielinek niestrudzenie lata nad grządkami młodej kapusty, lekki jak powietrze, wolny od trosk o jutro. Pełnia lata. Siano w brogach schnie. Konie rżą. Na pagórach wiszą mgły poranne, zanim słońce z nich zrzuci przejrzyste koszule i zalśni - bezlitosne jak wspaniały władca złotą kolczugą okryty i tak spragniony, że gotów jest wypić nie tylko Wiar , Turnicę, San, lecz Jezioro Solińskie. Wtedy na mieliźnie osiądą wodne rowery, łodzie i stateczki, a jachty zwiną skrzydła jak bielinki pod koniec upalnego dnia. Z wieczorem przyjdzie uspokojenie. Siądziemy pod gruszą pijąc schłodzone wino i będziemy mówić o Pogórzu Przemyskim, Bieszczadach, o życiu w mieście i na wsi, o tym jak się rodzą wiersze i legendy. Młodowice, l5 lipca l994
Pstrąg czyli zapis chwili Tylko złożoność życia, głębie i otchłanie notować nieudolnie? Czy zachować błysk ulotnej chwili i cieszyć się nią jak wędkarz błękitnym pstrągiem złowionym w Czarnej Hańczy, gdy stracił już nadzieję, że cokolwiek zdoła przynęcić na fałszywą muchę ? Czy nieprawdziwy będzie taki zapis? Tak mało ważny jak niewymiarowy pstrąg, wyrzucony z powrotem w nurt rzeki? Lepiej by siedział w piaszczystym wykrocie pod nadbrzeżnym kamieniem, czekał, aż urośnie, nabierze wagi i stanie się godny apetytu wędkarza.
Na wsi spokojnej, wśród kwitnących łąk, nabiera wagi i najmniejszy pstrąg.
Młodowice, 15 lipca l994
Wiesiołek
Wiesiołek śpi. Zwinięty w listek 2003r.Przepyszlin czyli gardenia
Przepyszlin rośnie w jakimś obcym kraju.
|
|||||
|
Pocztówka z Grecji – Rodos Po kolei najeżdżali tę wyspę (choć nikt ich o to nie prosił!)Rzymianie, Joanici, Turcy, Niemcy i Włosi.
Teraz inni najeźdźcy samolotami tu lecą, a w gromadzie Polaków i my chcemy zobaczyć co nieco.
Wyspę długą jak ryba zmywa morze jak szafir czyste, na skałach wznoszą się domy, a brzegi są kamieniste.
Joanici - zakon rycerski - wznieśli tę twierdzę na skałach, dziś na Starówce w Rhodos można zwiedzać ten pałac. O pięknie wyspy Rhodos można pisać bez końca ale czas pożegnać się z morzem i złapać (na zapas) słońca.
I na znak, że tu była podpisuje Ludmiła. 27.08 – 2.09.2001
|
![]() |
||||
|
Pocztówka * * * Pełna wrażeń i emocji jechałam do Kapadocji, bo to jest kraj z górskiej baśni (mapa wszystko wam wyjaśni). Chciałam dłużej zwiedzać, ale czas jechać do Pamuk –Kale (znaczy Bawełniana Twierdza) bo historia to potwierdza, że turecki naród przecie z licznych wojen znany w świecie. Ale teraz inne czasy – tutaj białe są tarasy, słońce pali, a w mej głowie nic, więc resztę wam opowiem.
Trzy promyki od słonka Przesyła wam Patronka!
8-15 maja 2002
|
![]() |
||||
|
Pocztówka z Kenii. Polskę lepiej się oceni, gdy się znajdzie człowiek w Kenii. O Afryce każdy marzy, a tu można się usmażyć; jest 40 stopni w cieniu, więc się poci nawet leniuch. I w Bałtyku – moim zdaniem – lepiej jest niż tu w Oceanie. Rano odpływ – woda znika – tylko algi, trochę piachu, bardzo dzika ta Afryka ale żyje się bez strachu, bo Murzyni bardzo mili dla Majki i Babci Lili.
21 marca 2000, blisko Mombassy
|
![]() |
||||
|
Pozdrowienia i życzenia
|
|||||
|
Moi Kochani Przyjaciele Czy może być szczęścia tak wiele? Za oknem nadzieją liście, Które przesyłam Wam w liście. To znaczy na odwrocie, Gdzie te trzy główki kocie, Bo śliczne Odwiedzają mnie koty piwniczne. To znaczy wchodzą na taras I wycofują się zaraz. Tylko jeden mały ciekawski Staje na łapkach za szybą I sprawdza czy nie jestem rybą! Mieszkanko ciepłe, pogodne (a koty ciągle głodne) Do Majki mam minut pięć, Ale nie zawsze chęć Żeby po tym huraganie wychodzić Choć moje zdanie nie zawsze się liczy, Trzeba cierpliwość ćwiczyć
Czekam na Was po świętach I wciąż o Was pamiętam!
27 października 2003r. Warszawa Wilanów
|
![]() |
||||
|
*** Tym razem leci do Was króliczek a może to wielkanocny zając? Lecz jest puszysty, lubi słodycze i szybko pędzi do Was, kicając.
A razem z nimi (bo dwa są zające) lecą z Warszawy do Was życzenia: niech Wam w serduszkach świeci słońce i życie Wam opromienia.
Angielska kartka nie nadaremnie bo do Irlandii lecę w sobotę, tu niech się wszystko kręci beze mnie, zanim na święta będę z powrotem.
Z Irlandii wstąpię jeszcze po drodze właśnie do Anglii, może królowa zechce mnie przyjąć? Na jednej nodze stanę jak bocian, albo się schowam
Bo co innego ktoś zrobić może, kto nie był na królewskim dworze?
5 marca 1993r.
|
![]() |
||||
|
Życzenia
Albo ten zajączek zaspał, Albo ugrzązł w śnieżnych zaspach, W każdym razie późno nieco Dotarł do mnie do Warszawy. Może szukał mnie ze świecą? Może miał ważniejsze sprawy? Wreszcie przybył w moje progi: „Już po świętach? Boże drogi!” Muszę się nauczyć liczyć żeby w porę dzieciom życzyć: Świąt wesołych, smacznych jajek Dobrych snów i pięknych bajek!
Jak to dobrze mój zającu, Żeś dojechał do mnie w końcu. Leć więc teraz do Młodowic, Zanieś dzieciom pozdrowienia I zapytaj czy tam słowik Dzień wiosenny opromienia?
Po Wielkanocy 2002
|
![]() |
||||
|
Różoludek
Kto mnie widzi, ten zapyta: Czy to misio, czy kosmita? Krasnoludek? Z pomponikiem? Futroludzik? Zwierzę dzikie?
Jestem sobie Różoludek, który umie przegnać nudę, świat chce widzieć na różowo i potrafi ruszać głową
Cieszy mnie dookoła wszystko: czerwień maków, zieleń listków, szpak co drze się wniebogłosy i dojrzałe zboża kłosy.
Jeśli weźmiesz przykład ze mnie bardzo będzie mi przyjemnie.
Podpisano: Dziwoludek, Różonosek, Uśmiechutek dla chłopaka i dziewczyny będę stroił różne miny czerwiec, 1992
|
![]() |
||||
|
Joanna
Joanna, mówią to straszna czyściocha. A Joanna naprawdę bardzo wodę kocha. Woda, mydło, pianka do kąpieli tak bardzo ją weseli, że kiedy wchodzi do wanny- nie ma szczęśliwszej panny od Joanny. Gdzie tylko woda płynie, ciurka, leci, kapie- już się Joanna w niej chlapie. Chociaż palec podsunąć, chociaż nos zamoczyć, lub choć przemyć mokrą dłonią oczy! Po deszczu biegać boso po kałużach, w górskim potoku choć stopy zanurzać, brodzić po rzece i pływać w jeziorze, czy coś przyjemniejszego na świecie być może?
Może! Do morza wskoczyć, uciekać przed falą, aż uderzy, aż wielkie grzywacze powalą, zakryją razem z głową, wyrzucą na piach- ach, jak wspaniale bać się, jak cudowny strach!
To co, że niebezpiecznie, to co, że głęboko! Mokra Joanna mówi: -Chciałabym być foką.
Drogie Dzieci!
Już minęło piękne lato - znowu czas przekwitnąć kwiatom. Kwitnie jeszcze wrzos - bo wrzesień nowe nam radości niesie Chyba każdy jest wesoły, że powraca znów do szkoły. Jakiś pierwszak w kącie stoi - czy mu smutno, czy się boi? Weź za rękę go, kolego, przecież bać się nie ma czego! Nasza szkoła lubi dzieci czas nauki szybko zleci. zobaczycie, że mam rację: już za dwieście dni wakacje!
Najlepsze życzenia uczniom szkoły w Młodowicach przesyła Patronka Ludmiła Marjańska.
Warszawa 1 września 2003
Drodzy Przyjaciele!
I kto by pomyślał, że Młodowice bliższe od Przemyśla? Nad tą zagadką kto chce niech się głowi od dzisiaj Przemyśl jest koło Młodowic! Już i po Warszawie krąży wieść radosna że w tej Szkole Poetycka Wiosna. Mają tam zjechać różne Kurylski i sfrunąć inne egzotyczne ptaki. A jak Marjańską spotka większa łaska, to się nie będzie można wy-Karaska-ć! Sama patronka musi zmienić postać, żeby być godną, zaszczytowi sprostać. Być Patronką szkoły a jeszcze za życia czy to wyróżnienie będzie do przeżycia? Jednak się postaram i bez laski chodzić nawet babcia stara musi się odmłodzić w Młodowicach! 23 maja 1999, Warszawa
Płyń spokojnie Joasi Feduniewicz
Podnieś wzrok . Tyle masz przed sobą : całe życie . Wielkie jezioro, które trzeba przepłynąć. Nabierz tchu. Płyń spokojnie. Woda sama będzie cię niosła. Twoje ręce nadadzą kierunek, twoje oczy wypatrzą zagrażającą falę : uniesie cię wysoko, zanurzy, wyrzuci znów na powierzchnię. Płyń spokojnie. Drugi brzeg daleko, niewidoczny. Samo jezioro jest najpiękniejszą przygodą. W głębi złote pierścienie ryb, zielone algi, perłowe konchy, rafy korali o barwie niedojrzałych malin. Woda ma zmienny kolor nieba, czasem błyśnie srebrzystą mewą, czasem łabędzie przelecą z furkotem, dwunastu zaklętych braci. Jeden zatrzyma się w locie, osiądzie lekko na wodzie, rozpostrze skrzydła i z tobą dalej popłynie. Podnieś oczy. spójrz na jezioro migoczące, czeka pełne blasku.
Młodowice 15 lipca 1994
***
Nie byłoby odpoczynku Bez uprzedniego trudu Nie byłoby zrozumienia Bez rozpaczy nie do pojęcia Trzeba długo bić głową w ścianę Aby się rozstąpiła Na rozkwitający ogród
5 kwietnia 1999r.
Kartki z naszych kronik
*** „Jaka to musi być szkoła, jacy nauczyciele, gdy potrafi do siebie przywołać – i dać ze siebie tak wiele
Jak dobrze spać w wiejskiej ciszy i rankiem słonecznym się zbudzić pośród nieznanych dotychczas życzliwych, przyjaznych ludzi. 20 września 1990r.
*** Bardzo mała improwizacja tzw ." Młodowicka ".
Gdy tu byłam po raz pierwszy wpisałam poprzedni wierszyk - lecz się człowiek z czasem zmienia - a to braknie mu natchnienia , a to czuje w sobie lenia - jednym słowem "nic nie chce się ", wolałby chodzić po lesie , albo usiąść gdzieś pod gruszą . Lecz poetom głowę suszą : "Pisz ! - żądają - pisz bez przerwy ! - W końcu pisarz traci nerwy i ucieka do Warszawy - choć to może i niegrzeczne i nie ważne tamte sprawy , a tu miło i serdecznie ! Tym pisaniem przerażona kończę wreszcie "Rzecz skończona " - jak podpowiedziała Lucyna . (Wiersz nie świetny , moja wina ! )
*** Wkrótce moje urodziny. Zegar wciąż godziny bije. 80 lat ! To kpiny! Przecież ciągle jeszcze żyję!
Czy ten czas tak szybko biegł? Pytam uczniów o mój wiek, niech mi klasa powie, czy zgadną?!
Coś im świta w głowie, Słyszę, że trzydzieści trzy!! Jaka miła to odpowiedź
Lecz już inny uczeń zgadł woła: osiemdziesiąt lat!
Zamiast jednak w to uwierzyć Będę cieszyć się tym światem, trzeba inną miarą mierzyć - mam 58 (z vatem!) 14 października 2003r
|
|||||